Św. Maria Magdalena / J 20, 11-16

Medytacja z 20 lipca 2020

Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono.” Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę.” Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu!”

(J 20, 11-16)

Modlitwa przygotowawcza: poproś Ducha Świętego o to, aby Twoje zamiary, myśli i czyny były skierowane w sposób czysty ku większej chwale Boskiego Majestatu.

Obraz: Przeczytaj uważnie fragment Ewangelii i wyobraź sobie tą sytuację od początku do końca. Maria Magdalena spotyka Jezusa, rozmawia z nim i w końcu poznaje Jezusa, skup się na momencie, w którym Maria Magdalena poznaje Jezusa, pomyśl jak wielką radość odczuwała.

Prośba o owoc: Proś w tej modlitwie o przemienienie serca, abyś mógł/ mogła zobaczyć wszystkie te miejsca, które wciąż potrzebują uzdrawiającego tchnienia Ducha Świętego, abyś potrafił/potrafiła stanąć w prawdzie przed samym sobą w głębi Twojego serca.

Puncta

  1. Działanie Jezusa

Pan Jezus wyrzucił z Marii Magdaleny siedem złych duchów. Siedem w symbolice biblijnej oznacza pełnię, całość. Jezus wyrzucił zatem z Marii Magdaleny wszystkie złe duchy jakie w niej były. Całą ciemność, wszystkie rany, wszystko to, co ją obciążało lub zniewalało, zerwał wszystkie łańcuchy. Nie było takiej rzeczy, której by nie przemógł, nie pokonał. Mógł to zrobić dzięki dwóm powodom: spotkał Marię Magdalenę i – równie ważne – Maria Magdalena Mu na to pozwoliła. On wyrzucił z niej WSZYSTKIE złe duchy. Maria Magdalena zgodziła się żeby wyrzucił z niej całe zło – i to zło, którego nie chciała, ale także to zło, do którego trochę była przywiązana. To zło, co to niby jest złe, ale czasem jest przyjemne. Czasem coś ułatwia. Czasem pozwala coś sobie wynagrodzić. Ona podjęła decyzję i powiedziała: oddaję Ci wszystko, nic nie zachowuję dla siebie. To dzięki temu jej relacja z Jezusem była tak głęboka, tak niezwykła: opróżniła swoje serce ze wszystkiego co złe, ze wszystkich przywiązań, które mogłyby ją odciągać od Boga i dzięki temu On mógł wypełnić całe jej serce. CAŁE. To spotkanie, które rozpoczęło się od uwolnienia, od uzdrowienia, przemieniło życie Marii Magdaleny. Doświadczyła Bożej miłości tak bardzo, że zostawiła całe swoje dotychczasowe życie i bardzo dosłownie poszła za Chrystusem, wytrwała pod krzyżem, znalazło się tam miejsce dla niej przy boku umierającego Boga. To jest niesamowite. Czegoś takiego potrzebujmy i my, żeby prawdziwie za Nim pójść. Zostawić wszystko co złe. Rozerwać wszystkie więzy, które nas krępują. Opróżnić nasze serce z wszystkiego co je zagraca, zaśmieca i pozwolić Mu wejść. Spróbujmy teraz to zrobić w naszych sercach. Pomyślmy o wszystkich naszych grzechach i powiedzmy: Panie, oddaję Ci to. Pomyślmy o tych rzeczach, z których tak trudno nam zrezygnować. Z chodzenia na skróty. Z ułatwiania sobie pewnych spraw. Z kłamstw, za którymi się chowamy. Z przyjemności, które czerpiemy z grzechu. Powiedzmy Mu: Panie, rezygnuję z tego. To jest bardzo trudne, ale niezależnie od tego jak bardzo szatan chce nas o tym przekonać, oddając coś Panu Bogu nigdy na tym nie tracimy. On zawsze daje coś w zamian i to coś zawsze przekracza nasze wyobrażenia. Pozwólmy Mu się uzdrowić, aby mogło się odmienić nasze życie. I jeszcze jedno – Spróbuj spojrzeć na Jezusa oczami Marii Magdaleny. Ona musiała widzieć w Nim czystą miłość i łagodność, musiała nie mieć żadnych wątpliwości, co do tego, jaki jest, skoro nie zawahała się i podążyła za Nim na Golgotę. Uczmy się od niej wierności, uczmy się trwania pod krzyżem.

  1. Bóg zna Twoje imię!

Ile tu jest rzeczy które mnie… zadziwiają i wzruszają. I może trochę nawet bawią. Jak bardzo Maria Magdalena musiała być przejęta śmiercią Jezusa i tym że Go nie ma w grobie – nie dość, że nie rozpoznała samego Jezusa, to – zwróć uwagę – zupełnie nie przejęła się faktem że rozmawia z aniołami. W rozmowie z Jezusem-ogrodnikiem – gdy tylko się dowie, gdzie Go przeniesiono, Maria sama weźmie Jego ciało. JAK??? Przypuszczam, że się nad tym nie zastanawiała, ale patrząc na jej determinację i gorliwość, pewnie faktycznie by Je poniosła. Ale najpiękniejsze jest coś innego. Maria Magdalena stoi na przeciwko Jezusa, człowieka, którego bezsprzecznie kochała i z którym przebywała nieustannie przez wiele miesięcy i – nie rozpoznaje Go. Widzi Go i słyszy Jego głos – ale Go nie rozpoznaje. Niezwykłe. Ale gdy tylko On wymawia jej imię, gdy woła „Mario” – ona wie od razu, bez chwili zastanowienia. Musiał wymawiać jej imię w jakiś szczególny sposób, charakterystyczny, który rozpoznawali oboje. Może chodziło o akcent, o zaśpiew na którejś sylabie, a może o tak wielki ładunek miłości zawarty w jednym słowie, którego nikt inny nie mógłby przekazać. Tego się zapewne nie dowiemy. Nie tylko dlatego, że rzecz wydarzyła się 2000 lat temu i zapytać nie ma kogo. To było zawołanie przeznaczone dla Marii i tylko dla niej. Pan Bóg dla każdego z nas ma specjalny sposób wołania po imieniu. Specjalny klucz. Taki, że gdy zawoła „Karolino”, „Aniu”, „Tomku” – to choć ludzi o tych imionach jest wiele, zawoła konkretnie nas, nikogo innego nie będzie miał na myśli. I choć my także często nie rozpoznajemy Jezusa w codziennym życiu, w drugim człowieku, to On wie, jak nas zawołać, byśmy mieli pewność, że to On. Zachwyćmy się tym przez chwilę. Przejmij się tym, niech Cię to wzruszy i rozraduje, że Bóg Wszechmocny, w bezmiarze ludzi istniejących na Ziemi zna Cię po imieniu i specjalnie dla Ciebie wykombinował taki sposób mówienia, który znasz tylko Ty i On, taki, że pomyłka jest niemożliwa. Proś także, aby nic tego głosu nie zagłuszało. Abyś w zgiełku codzienności zawsze potrafił Go usłyszeć.

Na koniec – ostatnia myśl. Maria Magdalena przez lata utożsamiana była w Kościele z jawnogrzesznicą, zresztą do dziś ta pomyłka pokutuje. Tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Nie jest ważne to, kim Maria Magdalena była przed spotkaniem z Jezusem. Najważniejsze jest kim stała się dzięki Niemu. I niech ta myśl pozostanie w Twoim sercu. Kim jesteśmy bez Jezusa – to nieważne. Jedyne co się liczy to to, kim stajemy się dzięki Jego obecności w naszym życiu. On nas cierpliwe prowadzi ku najlepszej wersji nas samych i to jest jedyne, co On widzi. Idąc z Bogiem zawsze patrzy się w przód, nigdy wstecz. Niech Maria Magdalena oręduje za nami na tej drodze którą mamy do przejścia.

Zakończ modlitwą „Ojcze nasz”